Nie wyrażam zgody na kopiowanie i przetwarzanie moich zdjęć oraz umieszczanie ich na innych stronach bez mojej wiedzy i przyzwolenia.
Zapraszam wszystkich do czytania, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Herrbata pisze na wiele tematów, a jej "PORADY HERRBATY" to blog o włosach, zdrowiu i urodzie! Znajdziesz tu wpisy o tym jak dbać o włosy, zdrowo się odżywiać i pielęgnować piękno :) Zapraszam!

Obserwatorzy

Powracam :)


Kochani, po długiej przerwie czas powrócić do blogowania :) Nie było mnie troszkę, ale ten wolny czas był mi strasznie potrzebny, Działo się dużo... ale tak naprawdę z jednego powodu odsunęłam się od bloga, Instagrama i innych portali społecznościowych. Pożegnaliśmy z mężem nasze dziecko włochate, najlepszego przyjaciela. Nasz Kotuś odszedł nagle, za szybko, niespodziewanie - nikt tego nie podejrzewał :( Odchodząc zabrał cząstkę nas, zostawił wielką pustkę - nic już nie będzie takie same :( Dziś odebraliśmy małą urnę z jego prochami :( Ja dalej nie wierzę i czekam, aż przybiegnie i poociera się jak zwykle o moje nogi :(









Niektórzy ludzie mnie strasznie zadziwiają. Koleżanka z pracy uznała, że jestem popierdzielona, bo wzięliśmy pożyczkę i na ratowanie naszego Sierściucha wydaliśmy prawie 10 tyś zł. Jak tak można? Przecież to tylko kot, a ona może mi złapać nowego, przecież tyle bezdomnych łazi po ulicy. Inna koleżanka stwierdziła, że "zabijam siebie", bo nie dość, że wydatki to jeszcze zasmucam się na śmierć. To tylko kot. Nie wiem, nie rozumiem. Tez uważacie, że jak zginie Wasz przyjaciel - wystarczy poznać nowego? Albo czy nie wydalibyście wszystkich pieniędzy, gdyby była choć mała szansa na ratunek przyjaciela? Szkoda gadać, nie każdy zrozumie co to jest za ból, gdy kochany Zwierzak odchodzi :(
Przy okazji chciałam podziękować Ani z bloga aniamaluje. Jej wiadomości sprawiły, że poczułam się lepiej... Chociaż było mi najgorzej, czułam się zrozumiana - ktoś przeżył podobną historię jak ja :( Myślałam, że nic nie jest w stanie podnieść mnie na duchu - ale słowa wsparcia  Ani pomogły mi niesamowicie. Dziękuję :)


Pora otrzeć łzy :) Skrapi zawsze pozostanie w moim serduszku :)  Życie - nawet kocie - jest bardzo krótkie. Pamiętajmy to i cieszmy się każdą chwilą!

13 komentarzy:

  1. Doskonale Cię rozumiem. Ja też się tak przyzwyczajam do zwierząt. Swoje też wypłakałam za moim sierściuchem. Współczuję. Są ludzie, którzy łagodniej przechodzą takie rzeczy. Ba, do tego stopnia się nie przywiązują, że mają psa czy kota rok, dwa, a jak się już nie podoba to go oddają. Jakby mieli nie przyjaciela, a przedmiot. Nie mogę tego zrozumieć. Ale cóż...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też jestem w stanie zrozumieć twój smutek, żal, rozpacz. Rozumiem nawet to, że można się zapożyczyć by ratować swego czworonożnego przyjaciela. Szczerze współczuję.
    Nie mam jednak w sobie zgody by opisywać to w taki sposób jak ty uczyniłaś... Najpierw myślałam, że naprawdę straciliście dziecko i w ten sposób, publicznie wyrażasz swój ból. Z niesmakiem doczytałam do końca, ze piszesz tak o zwierzęciu. Jestem przeciwnikiem uczłowieczania zwierząt. Zabolało jeszcze bardziej bi sama jestem w żałobie i stracie. Nie oceniam, wyrażam tylko swoją opinię. Nie postawiłabym znaku równości pomiędzy utratą zwierzaka, a śmiercią dziecka. Utraciłam kiedyś jedno i drugie. Jeny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam nikogo wprowadzać w błąd, przecież są zdjęcia, prawie od razu napisałam, że chodzi o kotka... - ale z drugiej strony każdy ma inne odczucia. Dla mnie Skrapiś był jak dziecko, adoptowane, ale dziecko - być może dlatego, że nie mam dzieci, a może jestem innym typem człowieka. Też nie oceniam, każdy jest inny i nikt nie wie co czułam, co czuję teraz. Byc może nasze cierpienie jest podobne?

      Usuń
    2. Przepraszam, być może zareagowałam zbyt emocjonalnie i nie chciałam Ciebie, ani nikogo z czytelników Twojego bloga urazić. Po stracie dziecka przeżyłam ogromną traumę, której nie da się opisać żadnymi słowami i tak jakoś przykro wyszło :( Ból jest bólem, strata stratą i nie ważne czy przyjaciel miał dwie nogi czy cztery łapy.
      Zareagowałam zbyt emocjonalnie. Jeśli było ci przykro to jeszcze raz przepraszam

      Usuń
    3. Nic nie szkodzi, rozumiem :)

      Usuń
    4. Strata dziecka jest z pewnością największym bólem, jaki człowieka może spotkać, jednak Twój wpis o tym, że jesteś zniesmaczona czyimś bólem po stracie zwierzęcia, jest właśnie niesmaczny.

      Usuń
  3. Gosiu, dopiero zobaczyłam wzmiankę o mnie, bo dzisiaj zasiadłam do Twojego bloga. Monitoring mi nie wychwycił bo ja mam końcówkę com nie pl :D

    Oosbiście nie rozumiem pojazdu wyżej - znam wiele osób, które traktują zwierzęta jak członków rodziny, to dla mnie jak najbardziej normalne. Kwestia wrażliwości, wartości. Nie sądzę, aby to powinno podlegać jakiejś debacie publicznej wypada/nie. Traktujmy to jak poglądy religijne - święte prawo każdego.

    Pozdrawiam Cię Gosiu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesienią straciłam najlepszego przyjaciela jakim był mój pies. Sięgał mi do pasa, kochany Ares. Umarł przez chorobe i nie mogłam się z tym pogodzić. Płakałam bardzo długo za nim. Mam nawet znamienia i blizny na dłoni, które mi zostawił kiedy był jeszcze szczeniakiem bo odciął mi grunt pod nogami i zrobiłam bach a dłoń aż trzeba było szyć na pogotowiu. Kochałam go najbardziej na świecie i wiem jak to jest stracić najlepszego przyjaciela, prawie członka rodziny. Teraz myślę że tak musiało być i muszę żyć dalej.
    Trzymaj się bo przecież musi być dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojeju... Ja to tak kocham zwierzęta, że niejeden ma mnie za porąbaną. Myślę, ze w sytuacji, kiedy nasz zwierzak jest chory, takie osoby jak my zrobią wszystko by zył. Nie ważne czy to kot dachowiec, czy rasowy śierściuch. Mój pies kilka lat temu zaczął chorowac, leczenie było drogie i zdechł. Wiem jak to boli, trzymaj się i w takich sprawach Pink Lipstick zawsze Cię pocieszy <3

    OdpowiedzUsuń
  6. W 2011 roku czułam dokładnie to samo. Musieliśmy uśpić naszego psiaka - miał nowotwór złośliwy na sznupce, nie dało się nic zrobić, a chemioterapia tylko pogorszyła jego stan. Mimo, że wszystko trwało jakieś 3 miesiące, nie byliśmy gotowi. Labradory żyją przecież 12-14 lat! A Maks miał dopiero 8...
    Tamten czas wspominam jako jeden z najgorszy w moim życiu. Chyba nigdy się tyle nie upłakałam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Czas jest potrzebny w takich sytuacjach. Sama miałam psa i wiem, co to oznacza, gdy jest częścią rodziny. Trzymajcie się.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem dokładnie, co czujesz. Jestem taka sama. Tak samo kocham zwierzęta, jestem gotowa na nie wydac wszystkie pieniadze i zapożyczyc się, aby ratować im zycie. Jednak ten świat jest tak okrutny, że żadne pieniadze nie są w stanie wyrwać ich ze szponów śmierci. 2 miesiace temu odszedł mój króliczek a ja do dzis płaczę i ciagle wydaje mi się, że jego klatka dalej stoi w tym samym miejscu. Zajrzyj do mnie proszę. Pozdrawiam ciepło http://healthylifestylepassion.blogspot.co.uk/2016/11/jak-poradzic-sobie-ze-smiercia.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też wracam do blogowania. Oczywiście życzę dalszego blogowania i sukcesów.

    Zapraszam do MNIE


    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :* Wasze słowa są dla mnie baaaardzo ważne!
Proszę o nie zostawianie SPAMU - takie komentarze będą usuwane.